Kiedy około godziny 11, wychodziłam z Biblioteki przy ulicy Królewskiej, zobaczyłam i usłyszałam, jadący na sygnale samochód ratownictwa chemicznego. Samochód skutecznie przykuł moją uwagę, minął dwa skrzyżowania, zniknął mi z pola widzenia i zamilkł. Stwierdziłam, że daleko nie zajechał i pójdę sprawdzić co się stało. Po kilku minutach dotarłam pod Liceum Ogólnokształcące XXXI, tam właśnie, zastałam samochody straży pożarnej, nieco dalej ambulans i policję. Podeszłam do frontu budynku aby uzyskać jakieś informacje na temat zdarzenia, w domyśle mając, że pewnie jakiś drobny wypadek w pracowni chemicznej nastąpił. Okazało się, iż najprawdopodobniej, jeden z uczniów szkoły rozpylił gaz pieprzowy. Informacje uzyskałam od jednego z ewakuowanych osobników, który jednocześnie prosił o zaprzestanie robienia zdjęć, gdyż może to zaszkodzić szkole, która ma problemy i może zostać zamknięta. Zdziwiłam się lekko. Podążyłam za dwoma strażakami, którzy opuścili budynek szkoły, żeby uzyskać więcej informacji o zdarzeniu. Potwierdzili, ze został rozpylony gaz, ale nie mieli informacji jaki. Nikt nie ucierpiał i sytuacja była opanowana. Kiedy już odchodziłam, zatrzymała mnie pani, jak się okazało, przedstawicielka rady rodzicielskiej. Bardzo intensywnie wypytywała mnie jakie media reprezentuje, jakim prawem robię zdjęcia i, że to dziwne, ze tak przypadkiem przechodziłam z aparatem. Wyjaśniłam, że aparat zawsze mam przy sobie i, że nikogo nie reprezentuję. Niestety do pani to nie dotarło, mamrotała cały czas o dziwnym przypadku, prowokacji, zamknięciu szkoły. Zażądała wylegitymowania mnie przez policję. Ogólnie mocno ubawiona, stwierdziłam, że zrobię jej tę przyjemność i podejdę z nią do policjantów, którzy akurat byli na miejscu. Panowie wyjaśnili pani, że mam prawo robić zdjęcia. Niestety pani nadal była mocno niezadowolona, cały czas pytała z jakiej jestem opcji i jaka gazetę reprezentuję, żebym nie kręciła i przyznała się. I oczywiście, że jak opublikuję zdjęcia w gazecie to i tak mnie znajdą :D Potwierdziłam, że jak najbardziej opublikuję, tyle, że nie w gazecie.
Nerwowość osób reagujących tak gwałtownie na robienie przeze mnie zdjęć, była podyktowana tym, że szkoła ma jakieś problemy i grozi jej zamknięcie. Swoją drogą, coś ostatnio sporo szkół zamykają. Współczuję, ale luuudzie, nie dajmy się zjeść paranoi :D
Około godziny 16, znowu przebywałam w okolicy ulicy Królewskiej i koło mnie przemknęły dwa wozy strażackie na sygnale. Znaczy z tym przemykaniem miały lekkie problemy bo akurat korek był. Sygnał alarmowy umilkł całkiem blisko i nawet myślałam, że to może znowu w szkole. Podążyłam w tamtym kierunku, mając nadzieję, że jeśli to po raz kolejny w szkole, to może mnie nie zjedzą za robienie zdjęć ;) Okazało się, że był to niewielki pożar na osiedlu obok. W jednym z mieszkań spaliła się choinka, a mieszkająca tam kobieta uległa poparzeniu.
Na mój komentarz, że coś często dzisiaj na Kijowską przyjeżdżają, jeden ze strażaków odparł, że „jak się darzy, to się darzy.” Oby jak najrzadziej w tym przypadku.

